Ten blog to nasze SEKRETNE OKNO pomagające nam walczyć z chorobą Calineczki jaką jest karłowatość i wrodzony brak odporności.
RSS
czwartek, 31 stycznia 2013

Dziś o 14 wyjeżdżam.

Wprawdzie nie nadługo, bo w niedzielę już wracam, ale baaardzo, baaardzo się cieszę.

Jadę do Polski. Tak, tak - do POLSKI.

Jeszcze o tym nie pisałam na blogu, ale żyję na emigracji.

Wyjechaliśmy z mężem za pracą, ale tak nam się bardzo spodobało, że postanowiliśmy zostać na stałe.

Lepsze zarobki, lepszy poziom życia, lepsze osłony socjalne.

I to tak nie daleko, bo tylko za czeską granicą... A tak odmienne światy.

 

Czasem jednak tęsknię i to bardzo. Za rodziną, przyjaciółmi, znajomymi, ulubionymi miejscami... Zawsze gdy jadę do Polski to cieszę się jak dziecko.

Wcześniej jak Calineczka była chora nie jeździliśmy tam w ogóle. Teraz mamy w planach nadrobić wszystko i bywać częściej...

 

Tylko 4 godziny do wyjazdu, a ja... nic nie spakowałam jeszcze. :)

09:57, ca-lineczka
Link Komentarze (20) »
środa, 30 stycznia 2013

Nie było mnie parę dni.

Calineczka nacisnęła jakiś przycisk przy włączaniu kompa i trzeba go było sformatować.

Ja nie umiem, więc czekałam aż M. się tym zajmie.

Już nie pierwszy raz tak zrobiła. To jest mały haker. I jak widzi laptopa to wszystko zrobi, żeby się do niego dostać. :)

A M. powiedział, że następnym razem schowa laptopa i więcej nam go nie da. :)

 

Teraz biorę się za nadrabianie blogowej zaległości. :)

Tagi: calineczka
15:53, ca-lineczka
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 28 stycznia 2013

Uff... Uporałam się i przepisałam wszystkie notki ze starego bloga - jakby ktoś chciałpoczytać. :)

Komentarze skopiowałam tylko z części notek. Potem pokazał mi się komunikat, że z danego ip napisano zbyt wiele komentarzy bla bla bla... i więcej nie mogę. Szkoda, ale trudno - nic nie poradzę.

 

A poza tym... Byłam w weekend na zakupach. Chciałam kupić sobie coś na poprawę humoru i w ogóle. Jednak komplenie nic mi się nie podobało. I chodziłam po tm centrum handlowym, łapiąć coraz większą chandrę (nienawidzę gdy chcę sobie coś kupić a nic ciekawrgo nie ma :D) no i postanowiłam, że jak nie mogę sobie czegoś kupić, to kupię chociaż Calineczce. Nie mogłam przecież wrócić z pustymi rękami z zakupów. :)

I kupiłam taką o to ładną sukieneczkę w H&M:

http://www.hm.com/pl/product/07226?article=07226-A

Lubię dziecięce kolekcje w tym sklepie.

 

 

Ahh te baby, nie? :)

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Randka się udała.

Choć ja nie myślałam o tym, że to randka. Zawsze mi się wydaje, że na randki to chodzą młodzi, świeżo zakochani. Nie, żebym była stara, no ale 23 lata już mam. :)

Było dobrze. Nawet więcej niż dobrze.

W sobotę pierwszy raz grałam w kręgle i nawet dwa razy udało mi się wygrać. Graliśmy całe 3 godziny. Ręka i palce do dzisiaj mnie bolą. :) Potem kolacja, spaghetti. Było dobre, ale i tak mój M. robi najlepsze spaghetti na świecie i nic mu nie dorówna. Wróciliśmy do domu koło 19, bo Calineczka była śpiąca i zaczęła mocno marudzić. A w domu była wspólna kąpiel i duużo, dużo małżeńskich przytulańcy. :)

 

Tak nam się na kręglach spodobało, że poszliśmy w niedziele jeszcze raz. Tym razem podzwoniliśmy do znajomych. Głównie znajomych M. z pracy. Przyszło nawet sporo osób i było fajnie. Graliśmy, siedzieliśmy, gadaliśmy. Już nie pamiętam kiedy ostatni raz spotkałam się z taką dużą liczbą osób.

A Calineczka? Była królową wieczoru. Ona po prostu uwielbia być w centrum uwagi. I tego wieczoru nie marudziła nawet chwili. Nie wiem co to jest za dziwne dziecko. Jak gdziekolwiek idziemy, albo ktokolwiek do nas przychodzi, to ona jest taka grzeczniutka, normalnie ideał. Wszyscy mówią, że nam zazdroszczą takiego grzecznego dziecka. A gdy tylko zostajemy sami jakiś diabeł w nią wstępuje. :)

Każdy brał ją na ręce i się z nią bawił. Kłócili się wręcz kto ma ją trzymać aktualnie na rękach. Więc Calineczce w to mi graj, umie wykorzystać sytuacje. :)

Ludzie od M. z pracy zbierali pieniądze na leczenie Calineczki, gdy byłyśmy jeszcze w szpitalu i teraz pierwszy raz widzieli ją po chorobie. A ona rozkochała w sobie wszystkich od pierwszego wejrzenia.

Siedzieliśmy do 23, i stwierdziliśmy, że czas iść do domu położyć dziecko spać, ale jak ubieraliśmy jej kurtke to Calineczka zaczęła płakać, patrzeć na wszystkich błagalnym wzrokiem i wyciągać łapki do ludzi. Najchętniej jeszcze by pobalowała. Jak przyszliśmy do domu to w łóżeczku jeszcze z dobrą godzinę śpiewała i rozmawiała nim w końcu zasnęła.

 

A dzisiaj, M. już na 6 do pracy, a mama odsypia ciężki weekend. A trzeba posprzątać i obiad zrobić. :)



sobota, 19 stycznia 2013

Dziękuję Wam moje Kochane za tyle cennych rad i komentarzy. Postanowiłam posłuchać niektórych z nich.

 

Wczoraj w pracy M. zorganizowano wyjście na kręgle całego działu. M. nie poszedł mimo, że go namawiałam. Chciałam, żeby w końcu gdzieś wyszedł sam, odpoczął psychicznie od tego wszystkiego. On jednak stwierdził, że nigdzie nie pójdzie, bo i tak nie będzie się dobrze bawił, jeśli będzie wiedział, że ja siedzę smutna w domu. No i nie poszedł.

Przełamałam się więc dzisiaj. Ja zarezerwowałam kręgle na 16, a na 19 kolacje w restauracji. Pójdziemy w trójeczkę. Mąż wraca z pracy o 14, więc do tego casu ubiorę ładnie siebie i Calineczkę i możemy iść. Mam nadzieję, że się ucieszy. Już tak dawno nie wychodziliśmy nigdzie razem... Jedynie do sklepu na zakupy.

Trochę się tego boję. Mam nadzieję, że dam radę...

Trzymajcie kciuki. :)



piątek, 18 stycznia 2013

Dziś Calineczka powitała wracającego z pracy tatę stojąc w łóżeczku i wołając głośno TATA! TATA! na jego widok. Do tego bardzo głośno i radośnie się śmiała. Chyba pierwszy raz tak całkiem świadomie użyła tego słowa. A ja widziałam zadowolenie i radość w oczach M.

Chociaż córka wynagradza jakoś ojcu głupotę matki.



piątek, 18 stycznia 2013

 

Czuję, że z każdym dniem coraz bardziej oddalamy się z mężem od siebie.

Pobyt z Calineczką w szpitalu bardzo mnie zmienił. 6 miesięcy w ciągłym zamknięciu, bez możliwości porozmawiania z kimkolwiek zrobił swoje. Wcześniej byłam bardzo rozmowna, wygadana, ciągle uśmiechnięta dusza towarzystwa. A teraz? Mogłabym się w ogóle nie odzywać. W sumie przeważnie odpowiadam tylko na zadane pytania, bo sama z siebie rzadko coś powiem. Nie lubię tego. Nienawidzę też towarzystwa. Najlepiej się czuję, gdy jestem z Calineczką sama w domu. M. wypomina mi, że się w ogólę nie śmieję, że minę mam ciągle taką jakby mi się nic nie podobało, jakbym wszystko robiła z przymusu, że w ogóle już ze sobą nie rozmawiamy. Wiem, że strasznie go to boli. Wiem, że myśli, że to przez niego. Wiem, że nie w takiej mnie się zakochał. A ja choćbym nie wiem jak się starała to i tak nie potrafię inaczej. A im bardziej się staram tym bardziej sztucznie to wszystko wychodzi. Sztuczne uśmiechy, sztuczne słowa.

Wczoraj M. puściły w końcu nerwy. Nie dziwię się, nawet najbardziej cierpliwym osobom się zdarza. Zapytał mnie dlaczego mam zły humor, dlaczego znowu taka jestem i czy coś się stało. A ja głupia odpowiedziałam mu, że po prostu nie mam ochoty z nim rozmawiać i na niego patrzeć, ale niestety nie mam innego wyboru. Nie wiem dlaczego to zrobiłam. Wcale nie chciałam tego powiedzieć, ani tak nie myślałam. Po prostu, taki impuls, żeby przestał się do mnie odzywać, żebym ja nie musiała z nikim rozmawiać. Nie chodziło mi wcale o niego. Po tym co powiedziałam M. wyszedł z domu, żeby ułatwić mi sprawę. Nie krzyknął na mnie. Nie powiedział nic chamskiego. To byłoby dużo lepsze. Nie miałabym przynajmniej takich wyrzutów sumienia. Po prostu wyszedł.

Wrócił gdy byłam już w łóżku. Przyszedł, przytulił i zapytał co się dzieje, dlaczego nie potrafimy już ze sobą rozmawiać. Powiedział, że stanie na głowie, żeby było lepiej. Że mam mu powiedzieć co ma zrobić i czego chcę to zrobi to, bo zrobi dla mnie wszystko... A ja nie odpowiedziałam... Wtedy on zapytał, czy chcę w ogóle jeszcze z nim być. Wtedy ja odwróciłam się tyłem do niego i zaczęłam płakać. M. więc dał sobie spokój. Pocałował mnie tylko w plecy, odwrócił się i poszedł spać.

 

Nie rozumiem dlaczego taka jestem. Przecież tak bardzo go kocham i nie wyobrażam sobie życia bez niego. Nie potrafię mu jednak o tym powiedzieć. O niczym nie potrafię mówić. Boję się, że jego cierpliwość kiedyś się naprawdę skończy. No bo ile można wytrzymać z kimś takim jak ja..

A pomyśleć, że kiedyś byliśmy wręcz idealną parą, która z każdym dniem kochała się coraz bardziej i każdego dnia zapewniała o tym siebie nawzajem.



czwartek, 17 stycznia 2013

Czas w końcu na jakiś pozytywny wpis na tym blogu.

Najważniejszą z rzeczy pozytywnych jest to, że po wczorajszej wizycie kontrolnej w szpitalu okazało się, że Calineczka ma bardzo dobre wyniki po przeszczepie. Są one na tyle dobre, że mogę zmniejszyć jej dawki przyjmowanych leków. Zmniejszyć pod tym względem, że zamiast dawać jej leki 5 razy dziennie, będę je dawać tylko 3 razy dziennie. Wypadają dawki o 16 i o 24. To dla mnie ogromne ułatwienie, zwłaszcza jeśli chodzi o godziny nocne. Odkąd Calineczka miała przeszczep wstaję każdą noc o godzinie 24:00 i daję jej lekarstwa.

W końcu będę mogła się wyspać i spać calutką noc.

Ciekawe przez ile nocy będę się jeszcze bez budzika budzić o północy nim moj organizm przyzwyczai się, że już nie trzeba.

 

Zmniejszanie dawek zaczynamy od dzisiaj.

Ależ mnie to cieszy. :)



środa, 16 stycznia 2013

Byliśmy w weekend u znajomych, którym urodziło się dziecko.

Ich tygodniowa córka ma 62 cm.

Moja, prawie 13 miesięczna córka ma 59 cm.

Pół roku temu też miała 59 cm...

 

 

 

Podczach tych odwiedzin mąż poraz pierwszy powiedział komuś o chorobie Calineczki. Po raz pierwszy powiedział to słowo.

Karłowatość...



wtorek, 15 stycznia 2013

 

Matka ma dzisiaj mega doła.

Siedzi z dzieckiem cały dzień sama w domu i bez przerwy ryczy.

Nawet nie potrafi się cieszyć z tego, że jej dziecko pierwszy raz samo wstało.

 

Chyba mnie powoli wszystko przerasta...



Tagi: załamanie
08:40, ca-lineczka
Link Komentarze (16) »
 
1 , 2 , 3
Napisz do mnie